<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
  <channel>
    <title>blog_RW</title>
    <link>https://blog.wileczek.net/</link>
    <description>Notatki</description>
    <pubDate>Sat, 20 Jun 2026 14:00:17 +0000</pubDate>
    <item>
      <title>Ech, koniec pewnej epoki (u mnie), czyli pożegnanie z zasłużonym programem pocztowym.</title>
      <link>https://blog.wileczek.net/ech-koniec-pewnej-epoki-u-mnie-czyli-pozegnanie-z-pewnym-zasluzonym</link>
      <description>&lt;![CDATA[Od początku mojej przygody z internetem (zacząłem na poważnie w okolicach 1996-1997 studentem będąc) do obsługi poczty elektronicznej używałem dedykowanego oprogramowania – owszem, na początku nie było jeszcze aplikacji webowych (skrypty CGI coś tam potrafiły, ale w .pl pierwszy chyba był Polbox o ile się nie mylę... albo Onet?). Zatem najpierw był pine na uniksie i głupich terminalach (ang. dumb terminals) w uczelnianym Centrum Komputerowym, potem, już na domowym pececie z modemowym dostępem (0202122 – kto pamięta?) do internetu i Windows 95, PegasusMail (który miał problem z jakimkolwiek kodowaniem polskich znaków – ani iso-8859-2, ani Windows-1250; o UTF-8 nie było jeszcze za bardzo słychać), następnie przez dobre kilka lat OutlookExpress (gdy w końcu przeszedłem na Windows 98), dalej monstrualna Mozilla z modułem pocztowym, aż wreszcie Thunderbird, którego używałem przez kilkanaście (a może więcej?) lat, zarówno w Windows, jak i Linuksach. Aż do dziś. &#xA;Otóż odkąd moim &#34;głównym&#34; komputerem stał się Mac, dawałem szansę Thunderbirdowi, ale koniec końców postanowiłem go pożegnać i przejść całkowicie na jabłkową, domyślną aplikację pocztową. Która jest minimalistyczna i w zupełności dla mnie wystarczająca. A na pozostałych komputerach (z Debianem, ChromeOS-em i – no bo potrzebuję do gier i pracy – Windows 11) i tak już nie instalowałem Thunderbirda.&#xA;Czy był jakiś racjonalny powód? Ano, mógłbym wspomnieć o lekkiej ociężałości programu i sypaniu się niezbędnych dla mnie dodatków (powiadomienia z kalendarza nawaliły...), ale chodziło raczej o minimalizm, który na pewno nie jest cechą Thunderbirda. Po prostu troszkę mnie już zaczął męczyć.&#xA;Tak czy inaczej, bardzo szanuję ten projekt i wszystkich, którzy go rozwijają, wierzą w niego i go używają. Może kiedyś, w którymś z linuksów, wrócę do Gromoptaka. Póki co jednak zrobiłem pełny backup i pożegnałem go.&#xA;&#xA;@maladictus@mastodon.com.pl&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Od początku mojej przygody z internetem (zacząłem na poważnie w okolicach 1996-1997 studentem będąc) do obsługi poczty elektronicznej używałem dedykowanego oprogramowania – owszem, na początku nie było jeszcze aplikacji webowych (skrypty CGI coś tam potrafiły, ale w .pl pierwszy chyba był Polbox o ile się nie mylę... albo Onet?). Zatem najpierw był <em>pine</em> na uniksie i głupich terminalach (ang. <em>dumb terminals</em>) w uczelnianym Centrum Komputerowym, potem, już na domowym pececie z modemowym dostępem (0202122 – kto pamięta?) do internetu i Windows 95, <em>PegasusMail</em> (który miał problem z jakimkolwiek kodowaniem polskich znaków – ani iso-8859-2, ani Windows-1250; o UTF-8 nie było jeszcze za bardzo słychać), następnie przez dobre kilka lat <em>OutlookExpress</em> (gdy w końcu przeszedłem na Windows 98), dalej monstrualna <em>Mozilla</em> z modułem pocztowym, aż wreszcie <em>Thunderbird</em>, którego używałem przez kilkanaście (a może więcej?) lat, zarówno w Windows, jak i Linuksach. Aż do dziś.
Otóż odkąd moim “głównym” komputerem stał się Mac, dawałem szansę <em>Thunderbirdowi</em>, ale koniec końców postanowiłem go pożegnać i przejść całkowicie na jabłkową, domyślną aplikację pocztową. Która jest minimalistyczna i w zupełności dla mnie wystarczająca. A na pozostałych komputerach (z Debianem, ChromeOS-em i – no bo potrzebuję do gier i pracy – Windows 11) i tak już nie instalowałem <em>Thunderbirda</em>.
Czy był jakiś racjonalny powód? Ano, mógłbym wspomnieć o lekkiej ociężałości programu i sypaniu się niezbędnych dla mnie dodatków (powiadomienia z kalendarza nawaliły...), ale chodziło raczej o minimalizm, który na pewno nie jest cechą <em>Thunderbirda</em>. Po prostu troszkę mnie już zaczął męczyć.
Tak czy inaczej, bardzo szanuję ten projekt i wszystkich, którzy go rozwijają, wierzą w niego i go używają. Może kiedyś, w którymś z linuksów, wrócę do <em>Gromoptaka</em>. Póki co jednak zrobiłem pełny backup i pożegnałem go.</p>

<p><a href="https://blog.wileczek.net/@/maladictus@mastodon.com.pl" class="u-url mention">@<span>maladictus@mastodon.com.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.wileczek.net/ech-koniec-pewnej-epoki-u-mnie-czyli-pozegnanie-z-pewnym-zasluzonym</guid>
      <pubDate>Thu, 20 Mar 2025 21:19:47 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dekameron</title>
      <link>https://blog.wileczek.net/dekameron</link>
      <description>&lt;![CDATA[Rzadko mi się zdarza, żeby jakiś serial szczególnie przypadł mi do gustu i żebym miał ochotę obejrzeć wszystkie odcinki od razu (a potem jeszcze raz, i to niejeden)... W epoce streamingu to chyba tylko &#34;Gra o tron&#34; (pierwsze dwa sezony, bo potem było coraz gorzej...), a z nowszych rzeczy &#34;Sex education&#34; i &#34;Derry girls&#34;, zresztą lubię wracać do tych dwóch ostatnich, głównie przez sentyment do Irlandii (Północnej też – zawsze fascynowała mnie historia Kłopotów), super kreacji aktorskich, świetnej oprawy muzycznej oraz masy fajnie wyprowadzonych postaci. Dodatkowo &#34;SE&#34;, mimo lekkiego stylu, dostarczyło sporo całkiem niezłego materiału do – generalnie zakazanych w Polsce – pogadanek i zajęć z młodzieżą.&#xA;W obu wymienionych serialach wystąpiły aktorki, które ujrzałem w trailerze innego serialu, &#34;The Decameron&#34; (&#34;Dekameron&#34;). Akcja tego serialu inspirowana jest treścią XIV-wiecznego dzieła Giovanniego Boccacio pod tym samym tytułem. Dzieła, które w zasadzie zaraz po utworzeniu przez Kościół (rzymski) indeksu ksiąg zakazanych tamże zostało wpisane. Co oznaczało, że warte było przeczytania (choć można było z tego powodu stracić np. głowę). Ale wróćmy do aktorek. Chodzi mi o Saoirse-Monicę Jackson (w &#34;Derry girls&#34; zagrała Erin Quinn, główną bohaterkę) i Tanyę Reynolds (w &#34;Sex education&#34; zagrała Lily Iglehart, nieco zwariowaną wielbicielkę kosmosu, kosmitów i pisarkę opowiadań S-F o silnym nacechowaniu erotycznym). To z ich powodu postanowiłem dać szansę serialowemu &#34;Dekameronowi&#34;.&#xA;&#xA;I nie zawiodłem się! Krótko mówiąc serial bardzo mi się spodobał. Łączy w sobie wiele gatunków, bo mamy z jednej strony typowy film kostiumowy, obyczajowy, ale z elementami dramatu, komedii (również, a może przede wszystkim tej czarnej), horroru i thrillera (okraszonych elementami gore), romansu (też momentami mocno fizycznego, choć twórcy – za co ich bardzo szanuję – uniknęli tandetnej dosadności w scenach)... I coś, co bardzo lubię: wyraźnie i z charakterem wykreowane postaci. Postaci, które jesteśmy w stanie polubić, zrozumieć i zatęsknić za nimi. Może i film jakoś specjalnie głęboki nie jest, a jednak ma coś takiego, co powoduje, że długo nie chcemy zaczynać oglądać czegoś innego. No i klimat – nie byłem jeszcze w Toskanii, ale czuję, że jest to miejsce, w którym bym się odnalazł (tak, wino i winnice to element kluczowy).&#xA;&#xA;Słabych ról nie było – najpierw chciałem napisać, którzy aktorzy zrobili na mnie szczególne wrażenie, ale po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że w zasadzie wszyscy byli rewelacyjni. Faktem jest, że większość widziałem po raz pierwszy, ale Zosia Mamet, Jessica Plummer, Amar Chadha-Patel (OMG!), Leila Farzad, Karan Gill (jego postać jest warta uwagi, mimo, że na początku wydaje się mega nijaka), Lou Gala (&#34;Chrisitian woman&#34; – czytajcie dalej!), Douggie McMeekin (o, ten to wykreował osobowość!), czy wspomniane wcześniej Tanya i Saoirse-Monica (uwielbiam jej północnoirlandzki akcent!) – to są nazwiska, na które od teraz będę zwracał szczególną uwagę podczas wybierania filmu czy serialu do obejrzenia.&#xA;&#xA;Muzyka od początku wbiła mnie w fotel. No bo z jednej strony oryginalna oprawa muzyczna(fajna czołówka, BTW), stylizowana na tzw. muzykę dawną (moim zdaniem nieco za bardzo barokową, ale nie psuło to żadną miarą ogólnego efektu), autorstwa Ruth Barrett, z drugiej – utwory nam współczesne, czyli pop i electro-pop, disco, indie rock, rock, post punk, gothic, new age... Enya, Type O Negative, Joy Division, Depeche Mode, Bat for Lashes, Peter Gabriel, Duran Duran, New Order... Dobór utworów oczywiście tematyczny. Kopara mi opadła – wybaczcie mój klatchiański – gdy Neifile (grana przez Lou Galę) budzi się w nocy, pchana nagłą chęcią wybiegnięcia na dwór (po czym wpada do studni...), a scenie tej towarzyszy monumentalny przebój &#34;Christian woman&#34; Type O Negative (nie będę pisał nic więcej, żeby nie spojlerować ;)). Albo gdy Misia (Saoirse-Monica Jackson) siada obok łóżka, patrząc na zakrwawione ręce (znów powstrzymam się od spojlerowania), a w tle zaczyna rozbrzmiewać &#34;She&#39;s lost control&#34; Joy Division... Naprawdę, mistrzostwo :)&#xA;&#xA;Podsumowując, gorąco polecam. Bardzo fajna rozrywka na weekend. No i mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł okręcenia kolejnych sezonów (bo byłoby to co najmniej pozbawione sensu...) Co najważniejsze, serial, mimo inspiracji literaturą epoki wczesnego renesansu – tak, tak, u nas dopiero co zastano kraj drewniany, a zostawiano murowany, w Italii zaś kwitł już renesans – jest bardzo współczesny, przekazuje nam uniwersalny obraz pewnego wycinka społeczeństwa w czasach epidemii, jego zachowania, problemów (głęboko ukrywanych pod pięknym płaszczem pozorów), rozterek i tajemnic. &#xA;Obejrzyjcie. Mnie się podobał.&#xA;&#xA;Dekameron, 2024, Netflix, twórcy i obsada: https://www.filmweb.pl/serial/Dekameron-2024-10017947         &#xA;&#xA;@maladictus@mastodon.com.pl&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Rzadko mi się zdarza, żeby jakiś serial szczególnie przypadł mi do gustu i żebym miał ochotę obejrzeć wszystkie odcinki od razu (a potem jeszcze raz, i to niejeden)... W epoce streamingu to chyba tylko “Gra o tron” (pierwsze dwa sezony, bo potem było coraz gorzej...), a z nowszych rzeczy “Sex education” i “Derry girls”, zresztą lubię wracać do tych dwóch ostatnich, głównie przez sentyment do Irlandii (Północnej też – zawsze fascynowała mnie historia Kłopotów), super kreacji aktorskich, świetnej oprawy muzycznej oraz masy fajnie wyprowadzonych postaci. Dodatkowo “SE”, mimo lekkiego stylu, dostarczyło sporo całkiem niezłego materiału do – generalnie zakazanych w Polsce – pogadanek i zajęć z młodzieżą.
W obu wymienionych serialach wystąpiły aktorki, które ujrzałem w trailerze innego serialu, “The Decameron” (“Dekameron”). Akcja tego serialu inspirowana jest treścią XIV-wiecznego dzieła Giovanniego Boccacio pod tym samym tytułem. Dzieła, które w zasadzie zaraz po utworzeniu przez Kościół (rzymski) indeksu ksiąg zakazanych tamże zostało wpisane. Co oznaczało, że warte było przeczytania (choć można było z tego powodu stracić np. głowę). Ale wróćmy do aktorek. Chodzi mi o Saoirse-Monicę Jackson (w “Derry girls” zagrała Erin Quinn, główną bohaterkę) i Tanyę Reynolds (w “Sex education” zagrała Lily Iglehart, nieco zwariowaną wielbicielkę kosmosu, kosmitów i pisarkę opowiadań S-F o silnym nacechowaniu erotycznym). To z ich powodu postanowiłem dać szansę serialowemu “Dekameronowi”.</p>
<ol><li><p>I nie zawiodłem się! Krótko mówiąc serial bardzo mi się spodobał. Łączy w sobie wiele gatunków, bo mamy z jednej strony typowy film kostiumowy, obyczajowy, ale z elementami dramatu, komedii (również, a może przede wszystkim tej czarnej), horroru i thrillera (okraszonych elementami gore), romansu (też momentami mocno fizycznego, choć twórcy – za co ich bardzo szanuję – uniknęli tandetnej dosadności w scenach)... I coś, co bardzo lubię: wyraźnie i z charakterem wykreowane postaci. Postaci, które jesteśmy w stanie polubić, zrozumieć i zatęsknić za nimi. Może i film jakoś specjalnie głęboki nie jest, a jednak ma coś takiego, co powoduje, że długo nie chcemy zaczynać oglądać czegoś innego. No i klimat – nie byłem jeszcze w Toskanii, ale czuję, że jest to miejsce, w którym bym się odnalazł (tak, wino i winnice to element kluczowy).</p></li>

<li><p>Słabych ról nie było – najpierw chciałem napisać, którzy aktorzy zrobili na mnie szczególne wrażenie, ale po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że w zasadzie wszyscy byli rewelacyjni. Faktem jest, że większość widziałem po raz pierwszy, ale Zosia Mamet, Jessica Plummer, Amar Chadha-Patel (OMG!), Leila Farzad, Karan Gill (jego postać jest warta uwagi, mimo, że na początku wydaje się mega nijaka), Lou Gala (“Chrisitian woman” – czytajcie dalej!), Douggie McMeekin (o, ten to wykreował osobowość!), czy wspomniane wcześniej Tanya i Saoirse-Monica (uwielbiam jej północnoirlandzki akcent!) – to są nazwiska, na które od teraz będę zwracał szczególną uwagę podczas wybierania filmu czy serialu do obejrzenia.</p></li>

<li><p>Muzyka od początku wbiła mnie w fotel. No bo z jednej strony oryginalna oprawa muzyczna(fajna czołówka, BTW), stylizowana na tzw. muzykę dawną (moim zdaniem nieco za bardzo barokową, ale nie psuło to żadną miarą ogólnego efektu), autorstwa Ruth Barrett, z drugiej – utwory nam współczesne, czyli pop i electro-pop, disco, indie rock, rock, post punk, gothic, new age... Enya, Type O Negative, Joy Division, Depeche Mode, Bat for Lashes, Peter Gabriel, Duran Duran, New Order... Dobór utworów oczywiście tematyczny. Kopara mi opadła – wybaczcie mój klatchiański – gdy Neifile (grana przez Lou Galę) budzi się w nocy, pchana nagłą chęcią wybiegnięcia na dwór (po czym wpada do studni...), a scenie tej towarzyszy monumentalny przebój “Christian woman” Type O Negative (nie będę pisał nic więcej, żeby nie spojlerować ;)). Albo gdy Misia (Saoirse-Monica Jackson) siada obok łóżka, patrząc na zakrwawione ręce (znów powstrzymam się od spojlerowania), a w tle zaczyna rozbrzmiewać “She&#39;s lost control” Joy Division... Naprawdę, mistrzostwo :)</p></li></ol>

<p>Podsumowując, gorąco polecam. Bardzo fajna rozrywka na weekend. No i mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł okręcenia kolejnych sezonów (bo byłoby to co najmniej pozbawione sensu...) Co najważniejsze, serial, mimo inspiracji literaturą epoki wczesnego renesansu – tak, tak, u nas dopiero co zastano kraj drewniany, a zostawiano murowany, w Italii zaś kwitł już renesans – jest bardzo współczesny, przekazuje nam uniwersalny obraz pewnego wycinka społeczeństwa w czasach epidemii, jego zachowania, problemów (głęboko ukrywanych pod pięknym płaszczem pozorów), rozterek i tajemnic.
Obejrzyjcie. Mnie się podobał.</p>

<p>Dekameron, 2024, Netflix, twórcy i obsada: <a href="https://www.filmweb.pl/serial/Dekameron-2024-10017947">https://www.filmweb.pl/serial/Dekameron-2024-10017947</a></p>

<p><a href="https://blog.wileczek.net/@/maladictus@mastodon.com.pl" class="u-url mention">@<span>maladictus@mastodon.com.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.wileczek.net/dekameron</guid>
      <pubDate>Wed, 19 Mar 2025 19:31:23 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Nowy nie blog, a notatnik raczej...</title>
      <link>https://blog.wileczek.net/nowy-nie-blog-a-notatnik-raczej</link>
      <description>&lt;![CDATA[Cześć! Mam na imię Rafał i od pewnego czasu uciekam od bigtechowych rozwiązań (choć w kilku przypadkach jestem blokowany przez uwarunkowania obiektywne, ale to inna historia), szczególnie od sieci społecznościowych.&#xA;Ten blog nie blog, notatnik raczej, uruchomiłem głównie po to, by przetestować oprogramowanie (platformę) Writefreely (https://writefreely.org) na pewnym darmowym rozwiązaniu &#34;hostingowym&#34;, opisanym przez jednego z użytkowników Mastodona jakiś czas temu (to też inna, długa historia), zatem zapiski te, wraz z całą stroną, mogą któregoś dnia zniknąć bezpowrotnie (regularny backup będzie rozwiązaniem ;)). No cóż, w końcu tylko sobie testuję.&#xA;O czym będę pisał (o ile w ogóle...)? Myślę, że o wszystkim, czym będę chciał się podzielić z internetem. Pewnie przeważać będą jakieś rozkminy związane z technologią i edukacją. A może pojawi się też jakaś beletrystyka? Zobaczymy. W każdym razie regularności pojawiania się wpisów żadną miarą nie jestem w stanie zapewnić ani zagwarantować. &#xA;&#xA;Kilka namiarów na koniec (początek?):&#xA;ul&#xA;listary blog: http://wileczek.net (gdyby przekierowanie nie działało, to https://wileczeknet.blogspot.com)/li&#xA;lijedyna moja obecność w sieci społecznościowej (Mastodon): https://pol.social/@maladictus/li&#xA;likłamałem, jest jeszcze LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/rafa%C5%82-wileczek/li&#xA;liznajdziesz mnie jeszcze na githubie i gitlabie, ale linków nie wrzucam, póki nie opublikuję tam kilku rzeczy, które sobie leżą i czekają, aż będę miał czas, żeby je dokończyć.../li&#xA;/ul&#xA;&#xA;Jak to mówią za oceanem, stay tuned (subrskrybnij sobie RSS-a).&#xA;&#xA;@maladictus@mastodon.com.pl&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Cześć! Mam na imię Rafał i od pewnego czasu uciekam od <em>bigtechowych</em> rozwiązań (choć w kilku przypadkach jestem blokowany przez uwarunkowania obiektywne, ale to inna historia), szczególnie od sieci społecznościowych.
Ten blog nie blog, notatnik raczej, uruchomiłem głównie po to, by przetestować oprogramowanie (platformę) <em>Writefreely</em> (<a href="https://writefreely.org">https://writefreely.org</a>) na pewnym darmowym rozwiązaniu “hostingowym”, opisanym przez jednego z użytkowników <em>Mastodona</em> jakiś czas temu (to też inna, długa historia), zatem zapiski te, wraz z całą stroną, mogą któregoś dnia zniknąć bezpowrotnie (regularny backup będzie rozwiązaniem ;)). No cóż, w końcu tylko sobie testuję.
O czym będę pisał (o ile w ogóle...)? Myślę, że o wszystkim, czym będę chciał się podzielić z internetem. Pewnie przeważać będą jakieś rozkminy związane z technologią i edukacją. A może pojawi się też jakaś beletrystyka? Zobaczymy. W każdym razie regularności pojawiania się wpisów żadną miarą nie jestem w stanie zapewnić ani zagwarantować.</p>

<p>Kilka namiarów na koniec (początek?):
<ul><li>stary blog: <a href="http://wileczek.net">http://wileczek.net</a> (gdyby przekierowanie nie działało, to <a href="https://wileczeknet.blogspot.com">https://wileczeknet.blogspot.com</a>)</li>
<li>jedyna moja obecność w sieci społecznościowej (Mastodon): <a href="https://pol.social/@maladictus">https://pol.social/@maladictus</a></li>
<li>kłamałem, jest jeszcze LinkedIn: <a href="https://www.linkedin.com/in/rafa%C5%82-wileczek">https://www.linkedin.com/in/rafa%C5%82-wileczek</a></li>
<li>znajdziesz mnie jeszcze na githubie i gitlabie, ale linków nie wrzucam, póki nie opublikuję tam kilku rzeczy, które sobie leżą i czekają, aż będę miał czas, żeby je dokończyć...</li></ul></p>

<p>Jak to mówią za oceanem, <em>stay tuned</em> (subrskrybnij sobie RSS-a).</p>

<p><a href="https://blog.wileczek.net/@/maladictus@mastodon.com.pl" class="u-url mention">@<span>maladictus@mastodon.com.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.wileczek.net/nowy-nie-blog-a-notatnik-raczej</guid>
      <pubDate>Wed, 12 Mar 2025 19:57:18 +0000</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>